środa, 23 września 2009

Z życia młodej bibliotekarki...


Jako, że nadejszła wiekopomna chwila i ruszyliśmy z blogiem z zaciekawieniem zaczęłam buszować bo blogach innych bibliotekarzy i niejaki bibliotekarz Stefan umieścił na swoim blogu motto następującej treści: „Kocham ten kraj, gdzie śmierdzi, nie ma roboty, a ja robię za bibliotekarza.” Ale spoko – nie ma źle – myślę sobie, jako jeszcze zielona jak trawa w maju, bibliotekareczka. Wyprawieni już w bojach odkrywają dopiero przede mną arkana wiedzy tajemnej tego jednego z najbardziej obśmiewanych zawodów świata…
Głupia mina i zdziwienie malujące się na twarzach znajomych na wieść o tym, że trzeba kończyć studia (regałoznawstwo z resztą), żeby układać książki na półkach jest normalnie bezcenne i zdaje się niestety potwierdzać moje przypuszczenie.. Ale dobra… w tej kwestii wyleje swoje gorzkie żale może przy innej okazji.


Tak… poznając tajniki zawodu (i za to moim mistrzom fenk ju wery macz) doszłam do wniosku, że istnieje jeszcze jeden niezgłębiony dotychczas obszar współczesnego bibliotekarstwa. Niby wszystkie zasady proste i logiczne, ale jak wyjaśnić zjawiska, można by rzec natury paranormalnej, jak choćby, nie szukając daleko – dlaczego przez na przykład godzinę nie ma nikogo - pusto i głucho jak w bazylice nocą, a w następnej godzinie czytelnicy przepuszczają się w niezamykających się wiecznie drzwiach? Podejrzewam tutaj działalność konspiracyjnych grup czytelników organizujących zbiórki gdzieś za rogiem biblioteki i przeprowadzających szturm. Ciekawe też jest bardzo, dlaczego gdy dziesięciu czytelników w regałach wybiera sobie książki i jeden z nich podchodzi do katedry, to zaraz za nim wychodzi z regałów i podchodzi dziewięciu pozostałych? Bardzo ciekawi mnie też, proszę ja Was, dlaczego w niedzielę wieczorem wszyscy planują, że w poniedziałek pójdą do biblioteki. Niewyjaśnionym zjawiskiem jest również fakt, że telefon zawsze dzwoni, gdy inny czytelnik akurat przy katedrze wypożycza książki, drugi oddaje, trzeci się zapisuje, a czwarty chce coś na przykład na temat zatrudniania mniejszości narodowych w aspekcie religijnym we współczesnych przedsiębiorstwach przemysłowych. Dlaczego pytam się, czytelnikom wydaje się, że przeczytałam wszystkie czterdzieści parę tysięcy książek i wiem co jest przykładowo w drugim tomie Chemii Organicznej na 373 stronie. To, że pracuje w bibliotece, nie oznacza, że aż taki mi się nudzi…

Tak.. więc myślę sobie, że każdy bibliotekarz wymieni jeszcze co najmniej kilka podobnych niewyjaśnionych zjawisk i z pewnością dogłębne ich przeanalizowanie stanowi bardzo poważne zadanie z którym współczesne bibliotekarstwo będzie musiało się zmierzyć ;P

A.

1 komentarz:

Anonimowy pisze...

t