Jednym z etapów zostawania czytelnikiem dowolnej biblioteki jest zapisanie się i odebranie swojej karty bibliotecznej.
Wydawałoby się, że jest to proces krótki i nieskomplikowany. A jednak… Jeśli wypisanie zobowiązania okazuje się rzeczą w miarę prostą, tak odbiór karty staje się wyzwaniem skomplikowanym i czasem (bez pomocy bibliotekarki) wręcz niemożliwym do przeskoczenia. Wydając karty biblioteczne zaobserwowałam, że termin „karta biblioteczna” może być zbyt trudny do zapamiętania. Wiele razy stawali przede mną czytelnicy, którzy… nie wiedzieli po co przyszli, choć każdy z nich na swój sposób próbował wytłumaczyć o co mu chodzi. Wysłuchując tych zabawnych wypowiedzi, na temat wydawałoby się, zupełnie nie zabawny, odkryłam pewną prawidłowość, którą chciałabym się z wami podzielić. Okazuje się, że mężczyźni, kobiety oraz emeryci i renciści używają zupełnie innych zamienników na termin „karta biblioteczna”. Dziś przedstawiam zwrot, którego najczęściej używają mężczyźni:
„Przyszedłem odebrać swoją kartę członkowską”

